Poszłam za Rise, cały czas byłam słaba. Podeszłam do Rise. Tak było tam ślicznie. Ale tego nie potrzebowałam do szczęścia. Przytuliłam Erzę i odeszłam od Rise. Szłyśmy Zabawkową Łąką, aż do granicy. Gdy nagle po drugiej stronie zobaczyłam konia. Czarnego z wielkimi skrzydłami. Razem z Erzą obserwowałyśmy go. Gdy nagle poleciał nad lasem i leciał ku nam.
- Erza uciekaj! - Krzyknęłam. Bojąc się o moją malutką Erzę.
- Nie! - Wrzasnęła głośniej. W głowie miałam oszalałe myśli. Pchnęłam Erzę, aż wzleciała na swoich drobnych skrzydłach. Utrzymywałam ją umysłem, aż zniknęła gdzieś w oddali. Koń stał już przed mną.
- Mamo... - Było słychać ciche słowa małej Erzy, gdzieś w oddali. Koń chodził dookoła mnie.
- No no... No proszę. Znowu cię widzę. A kim była mała? Moją córką? Kochana jesteś. No ale czas na ciebie... - Uśmiechnął się złośliwie, naskoczył na mnie. A ja byłam bezbronna. Po prostu... Gdy usłyszałam Rżenie. W tę chwilę nie uwagi uciekałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz