Nikt nie przysyłał mi prac. Więc uznaję konkurs za zamknięty
+
Spacerowałem po Lesie Zieleni rozmyślając, jak by tu poderwać tę cudną klacz Rise, kiedy dostałem ataku kaszlu. Kaszlałem i kaszlałem, nie mogłem złapać powietrza, aż w końcu zachłysnąłem się własną śliną. Po jakimś czasie udało mi się odetchnąć i natychmiast pogalopowałem do Jaskini, służącej jako szpital. Kiedy tylko tam dotarłem, znów zaatakował mnie kaszel i nie mogłem oddychać. Upadłem i zrobiło mi się czarno przed oczami... Nie wiem, na jak długo zemdlałem, wiem jedynie, że jak się przebudziłem, leżałem w głębi jaskini obok Erzy i Sary, a w ustach czułem ohydnie gorzki i szczypiący w język smak jakiegoś płynu. Spojrzałem nieco dalej i ujrzałem tę samą, śliczną klacz, o której rozmyślałem w Lesie. Sporządzała jakiś wywar, który miał niesamowicie łagodny, usypiający zapach. Położyłem głowę spowrotem na chłodnej ziemi i westchnąłem.
- O, proszę, obudziłeś się już! - zarżała Rise.
- Tak... Ale mi słabo... Kręci mi się w głowie... - wychrypiałem.
- To normalne, dla chorego na końską grypę. Leż, i wypij to - powiedziała, podając kolejną porcję tego samego, gorzkiego płynu. Wychliptałem posłusznie okropne w smaku lekarstwo. - A teraz spróbuj się przespać.
Zamknąłem oczy, uśmiechnąłem się i szepnąłem:
- Wiesz Rise... Jesteś śliczna. Śliczna, mądra i dobra. A ty co o mnie myślisz?
Klacz spojrzała się na mnie swymi pięknymi oczami, po czym odpowiedziała:
<Rise, co odpowiedziałaś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz